„Koniec literatury?”, „Nie czytamy. Naród głupieje”, „Koniec ery papierowych książek?” — to tylko niektóre z przerażających nagłówków prasowych, jakie zdarzyło nam się niedawno przeczytać. Zdumiewające, że o przemianach literatury tak chętnie mówimy w konwencji apokaliptycznej? Ale czy naprawdę grozi nam intelektualna posucha i zaniechanie wszelkiej działalności literackiej?

desk-1148994_1280
Czy naprawdę wybiła już godzina książki papierowej?

Spróbujmy przyjrzeć się temu fenomenowi kulturowemu. Zdaje się, że „uśmiercanie literatury” i utyskiwania na nieczytający naród (zwłaszcza młodzież) nie są wynalazkiem czasów współczesnych. Jak daleko sięgnąć pamięcią każde starsze pokolenie narzekało na rozwiązłość obyczajów młodych, lenistwo i niechęć do nauki, a zwłaszcza lektury książek. Czyż nasze babcie nie mówiły tego samego o naszych rodzicach?

Ponadto warto zwrócić uwagę, że publicystyczne artykuły traktujące o schyłku epoki książki pochodzą z poczytnych, opiniotwórczych tytułów prasowych. Te zaś, chcąc pozyskać uwagę czytelnika i utrzymać ją jak najdłużej, posługują się słowami-kluczami o uproszczonym znaczeniu. Krótko mówiąc: dramatyczny wydźwięk i apokaliptyczna konwencja wypowiedzi mogą być najzwyczajniej w świecie sposobem na uatrakcyjnienie tekstu.

Co na to nauka?

Alvin Kernan, w książce o wymownym tytule The Death of Literature zauważył, że literatura w ostatnim czasie weszła w fazę daleko idących przewartościowań, które zupełnie zmieniły jej postrzeganie. Wielu obserwatorów tego procesu miało skłonność do mówienia o śmierci literatury, mając w gruncie rzeczy na myśli przede wszystkim tak zwaną literaturę wysoką.

Kernan nie oszczędza twórców, krytyków ani badaczy, i to nie tyle tych „tradycjonalistycznych”, co raczej związanych z poststrukturalizmem i postmodernizmem. Krytycznie wypowiada się również o kierunku rozwoju literatury w ciągu ostatnich lat. Kernan utożsamia „rewolucję nowych mediów” z upadkiem kultury wysokiej. Co więcej, według badacza literatura utraciła swoją władzę (nawiasem mówiąc, oznacza to, że niegdyś władzę miała). Książka zatem przestała pełnić funkcję źródła wiedzy czy rozrywki, słowem: stała się nieatrakcyjna wobec przekazów audiowizualnych. Biorąc pod uwagę zarówno obrazowanie, jak i język, możemy założyć, iż humanista opisuje zmiany zachodzące w obrębie czytelnictwa za pomocą wiązki skojarzeń zaczerpniętych z dyskursu apokaliptycznego.

Żadna apokalipsa, raczej transformacja

Na antypodach takiego postrzegania rozwoju form estetycznych sytuuje się dzieło Marshalla McLuhana Galaktyka Gutenberga. Możemy w niej przeczytać o skomplikowanym procesie przemian, które zapoczątkował właśnie przywołany w tytule wynalazca. Autor nie tylko zauważa, iż postęp to nieodłączne zjawisko rozwijającej się społeczności, ale też, że nie ma on charakteru linearnego — rozwija się lawinowo, wielotorowo, w różnych kierunkach. Aby powstało jakieś dzieło, na przykład książka, potrzebnych jest niekiedy kilka lub nawet kilkanaście wynalazków. Uczony twierdzi, iż druk, jako najbardziej rozwinięte stadium tak zwanej kultury alfabetu,  sprawia, iż człowiek staje się niezależny od plemienia czy grupy.

 

McLuhan opisuje procesy za pomocą języka nauk ścisłych. Dyskurs ten jest w o wiele mniejszym stopniu nasycony katastroficznymi schematami i kliszami, które zresztą w pierwszym rzędzie ujawniają nie tyle stan rzeczy, co raczej ukryte założenia i systemy wartości osób nimi operujących. Zauważa: postęp, technologizację, pojawienie się nowych mediów,  a także zmiany w odbiorze dzieła czy też nowe oczekiwania odbiorców.  Jego postrzeganie świata i język są zupełnie inne od medialnego czy choćby Kernana.

Zawsze jest jakieś „ale”

Podsumowując: dyskurs medialny posługuje się swoistymi słowami-kluczami, które są głęboko zakorzenione w retoryce apokaliptycznej. Można zaryzykować tezę, iż współcześnie obserwujemy imersję apokaliptyczną czy katastroficzną, co widoczne jest także w niektórych publikacjach naukowych. Ale wystarczy pogłębiona refleksja nad charakterem przemian, jakie zachodzą w obrębie mediów, nowych technologii — a więc nieuchronnie także w obrębie literatury — żeby uświadomić sobie, iż nie obserwujemy zgonu książki, ale jej transformację. Okazuje się, iż narracja mediów jest zupełnie różna i oderwana od tzw. „twardych” danych. Te z kolei wskazują raczej na odrodzenia literatury w nowych postaciach, o których to postaciach będziemy jeszcze pisały.

Ciąg dalszy nastąpi…


P.S. Wszystkim zainteresowanym chętnie udostępnię bibliografię. 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s